Spis treści
Ożywienie w branży budowlanej
Początek czwartego kwartału tego roku okazał się dobrym czasem dla branży budowlanej. Wskaźniki poszły do góry. Okazały się nawet lepsze od średnich oczekiwań rynkowych (1,0 proc.).
Według wstępnych danych GUS produkcja budowlano-montażowa (w cenach stałych) zrealizowana na terenie kraju w październiku 2025 r. była wyższa o 4,1 proc. w porównaniu z październikiem ubiegłego roku i o 5,9 proc. w odniesieniu do września bieżącego roku.
Jak podano, po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze sezonowym produkcja budowlano-montażowa w październiku była o 3,0 proc. wyższa niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku oraz o 2,3 proc. wyższa niż we wrześniu br.
Biorąc pod uwagę charakter robót budowlanych (prace inwestycyjne i remontowe), w październiku 2025 r. produkcja budowlano-montażowa zanotowała wzrost:
w skali roku dla prac inwestycyjnych - o 4,9 proc. oraz robót remontowych - o 2,5 proc. (wobec spadku prac inwestycyjnych przed rokiem o 11,9 proc. oraz remontowych o 3,9 proc.),
w porównaniu z wrześniem br. dla prac inwestycyjnych - o 5,1 proc. oraz dla prac remontowych - o 7,7 proc.
Dodatkowo, według wstępnych danych, w październiku 2025 r. ceny produkcji budowlano-montażowej wzrosły zarówno w porównaniu z październikiem 2024 r. (o 2,9 proc.) i wrześniem 2025 r. (o 0,8 proc.).
Siłą napędową są środki z KPO
Wszystko wskazuje na to, że ten pozytywny odczyt to rezultat postępującego wzrostu wykorzystania funduszy unijnych. Rozpoczyna się realizacja projektów zakontraktowanych wcześniej w ramach KPO i perspektywy unijnej 2021-2027.
Ekonomiści z Biura Analiz Makroekonomicznych ING Banku Śląskiego spodziewają się, że najbliższe kwartały przyniosą wyraźne przyspieszenie w tym zakresie.
– Dotychczas Polska otrzymała mniej niż 1/3 przyznanych środków z KPO, a uwzględniając trzecią transzę, która wpłynie najprawdopodobniej 1 grudnia, będzie to ok. 40 proc. Wolniej niż w poprzednich perspektywach finansowych realizowane są również programy finansowane z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Kumulacja wypłat i projektów finansowanych z funduszy UE zdecydowanie nabierze tempa w 2026 z uwagi na zamknięcie europejskiego programu Odbudowy i Rozwoju (RRF) z końcem przyszłego roku – podkreślili w komentarzu.
– Dane te interpretujemy jako oznakę długo wyczekiwanego odradzania się popytu inwestycyjnego w polskiej gospodarce. Mamy nadzieję, że nie jest to chwilowy zryw, lecz zapowiedź lepszych wyników w 2026 r. – zwracają uwagę natomiast ekonomiści z Biura Analiz Makroekonomicznych Bank Millennium w komentarzu dziennym.
„Jesteśmy ostrożnymi optymistami”
Czy optymizm ten podziela sama branża? Czy dane GUS mogą świadczyć o tym, że po miesiącach stagnacji, wychodzi ona na prostą? Czy kolejne miesiące przyniosą równie wysokie wyniki, jak te z października?
– Nie powiedziałbym jeszcze, że mamy pełne ożywienie, ale trend, który zarysowuje się we wstępnych danych dotyczących produkcji budowlano-montażowej jest zdecydowanie pozytywny. Najbliższe kwartały pokażą, czy ta dynamika utrzyma się na stałe – na dziś jesteśmy ostrożnymi optymistami. Cieszy nas wzmożenie przetargowe. Niezależnie od tego, jak wysoka okaże się zapowiadana "górka przetargowa", zapewniam, że jesteśmy przygotowani i gotowi do realizacji zadań – ocenia Piotr Kledzik, prezes zarządu PORR.
I zwraca uwagę, że w perspektywie zapowiadanego spiętrzenia przetargowego kluczowe jest zapewnienie równomiernej podaży projektów, która pozwoli na ich realizację w „sposób ciągły, bez przerw, ale również bez nadmiernej kumulacji, co nam wszystkim – zamawiającym i wykonawcom przyniesie korzyści.”
– Wyrównywanie "górek i dołków" pozwoli na właściwe budowanie rynku, przez co rozumiem optymalizację procesów kontraktowych – podkreśla.
Zapytany o bieżące wyzwania, z którymi musi mierzyć się branża, wskazuje na dwie kwestie.
– Obok potrzeby zapewnienia przewidywalności rynku wyzwaniem, które od dłuższego czasu łączy i mobilizuje do działania całą branżę, jest niedobór pracowników na rynku. Jako branża podejmujemy starania w celu odbudowy etosu budowniczego, apelujemy również jednym głosem o wspólne, międzysektorowe działania mające na celu odtworzenie budowlanego szkolnictwa branżowego – zapewnia.
Natomiast Artur Popko, prezes zarządu Budimexu, zwraca uwagę, że dane GUS za październik, liczone w cenach stałych, wskazały delikatny wzrost produkcji budowlanej w tym roku o 0,6 proc.
– Nasze prognozy zakładają, że produkcja budowlana będzie na poziomie zbliżonym do zera. Dopiero w 2026 roku produkcja wzrośnie, ale będzie to wzrost jednocyfrowy. W kolejnych latach według naszych prognoz produkcja budowlana w Polsce będzie rosła znacznie, tj. dwucyfrowo – przewiduje.
Z kolei według Marka Furmańczyka, członka Rady Polskiej Izby Budownictwa, jeśli możemy mówić o pozytywnych trendach, to głównie w odniesieniu dla inwestycji publicznych. W jego ocenie za wcześnie na hurraoptymizm w branży budowlanej.
– Sytuacja budownictwa w naszym kraju w zasadzie nie uległa zmianie. Rzeczywiście GUS odnotował wzrost produkcji budowlano-montażowej, ale w pierwszej połowie roku mieliśmy spadki na podobnym poziomie. Nie wydaje mi się, żebyśmy mogli mówić o pożegnaniu stagnacji, rok 2025 niestety nie jest dobrym rokiem dla budownictwa – przekonuje.
W jego ocenie ożywienie w inwestycjach trzeba jeszcze poczekać. Jak wskazuje, o ile dobry klimat dla inwestycji budowalnych tworzą obniżka stóp procentowych oraz fundusze z KPO, o tyle równocześnie wojna niedaleko naszych granic nie sprzyja podejmowaniu decyzji o nowych inwestycjach.
– Sytuacja w przyszłym roku w dużej mierze zależeć będzie od geopolityki. Jeśli skończy się wojna w Ukrainie, z pewnością będzie to dobry rok. Chociażby ze względu na wskaźnik optymizmu inwestorów rosnący zwykle po zakończeniu konfliktów zbrojnych w danym regionie. Dodatkowo będzie to też duża szansa dla polskich firm, mogących uczestniczyć w odbudowie Ukrainy - zarówno bezpośrednio, jak też jako zaplecze logistyczne, materiałowe i podwykonawcy firm z innych krajów – tłumaczy Marek Furmańczyk.
„Local content promuje współpracę z kompetentnymi wykonawcami”
Zapytaliśmy również największych rynkowych graczy i przedstawiciela branżowej organizacji o to, jak dużym wyzwaniem jest stawianie przez polskie władze na local content.
– Dostrzegamy silny nacisk kładziony obecnie w debacie publicznej na tzw. local content. PORR jest spółką od ponad 30 lat zarejestrowaną na rynku polskim, wywodzącą się wprost z takich firm jak Płockie Przedsiębiorstwo Robót Mostowych i Warszawskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych. Czerpiąc z tej blisko 80-letniej tradycji z dumą kontynuujemy najlepsze praktyki polskiego budownictwa, zatrudniamy polskich pracowników i współpracujemy z lokalnymi dostawcami, dlatego zdecydowanie dostrzegamy wartość promowania udziału krajowych wykonawców w procesie inwestycyjnym. Ten trend realnie buduje krajową gospodarkę i sprzyja jej stabilnemu rozwojowi – tłumaczy Piotr Kledzik.
Jak podkreśla, „dla nas szczególnie ważne jest to, że local content promuje współpracę z kompetentnymi wykonawcami, którzy mają silne zaplecze, odpowiednie zasoby i rozumieją lokalne warunki. To właśnie takie partnerskie, krajowe łańcuchy dostaw pozwalają realizować projekty szybciej, sprawniej oraz z większą odpowiedzialnością”.
Local contentu nie obawia się również szef Budimexu.
– Budimex to krajowy podmiot, z siedzibą w Polsce o silnej, ugruntowanej pozycji na rynku. Posiada zaplecze techniczne, zasoby i kompetencje niezbędne do realizacji strategicznych inwestycji na terenie kraju. To firma zatrudniająca krajowych specjalistów, która dba o rozwój pracowników i budowanie kompetencji niezbędnych do realizacji aktualnych zadań rynkowych. Posiada ugruntowaną pozycję solidnego partnera w całym łańcuchu dostawców i partnerów biznesowych. Daje możliwość rozwoju polskim firmom lokalnym i wspiera ich działalność. Dysponuje kapitałem, który inwestuje w rozwój kraju, wspierając wzrost gospodarczy i innowacyjność polskiego rynku. Prowadzi działalność w sposób transparentny i odpowiedzialny, płacąc podatki w Polsce oraz przyczyniając się do budowania siły i konkurencyjności polskiej gospodarki – wylicza Artur Popko.
A jakie zdanie w tej kwestii ma Marek Furmańczyk?
– Moim zdaniem [firmy zagraniczne - przyp. red.] z pewnością nie maja się czego obawiać. Wprost przeciwnie. W porównaniu z rynkami skandynawskimi czy rynkiem niemieckim - rynek polski nie stwarza żadnych problemów firmom zagranicznym. W imieniu polskich firm apelowałbym raczej o zwiększenie poziomu patriotyzmu gospodarczego i większą ochronę dla rodzimych firm – podsumowuje członek rady Polskiej Izby Budownictwa.








