https://e-budownictwo.pl
reklama

Budownictwo zasługuje na własny resort. Ale nie ma pewności, czy mu pomoże

Dorota Mariańska
W czasach III RP, nie licząc Ministerstwa Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, które działało w latach 1987-1997, mieliśmy trzy ministerstwa z budownictwem w nazwie.
W czasach III RP, nie licząc Ministerstwa Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, które działało w latach 1987-1997, mieliśmy trzy ministerstwa z budownictwem w nazwie. fot. Robert Woźniak/Polska Press
Budownictwo jako sektor jest niezaprzeczalnie ważną częścią polskiej gospodarki. Czy wobec tego zasługuje na własne ministerstwo? Sama branża jest w tym temacie podzielona. Pełnej zgody nie ma. Jest za to sporo propozycji co do ewentualnych alternatyw.

Spis treści

Budownictwo odpowiada za 8 proc. PKB i zapewnia 1,3 mln miejsc pracy. Wartość rynku budowlanego ma w tym roku przekroczyć 400 mld zł. Branża spodziewa się kumulacji inwestycyjnej, przetargów zarówno na poziomie rządowym, jak i samorządowym. Wraz uruchomieniem środków z KPO może nadejść lepsza koniunktura.

Zapotrzebowanie na projekty przemysłowo-logistyczne pozostaje wysokie, a segment deweloperski daje przestrzeń do selektywnego wzrostu. Rośnie liczba przetargów w segmencie drogowym. Ale i wyzwań nie brakuje. Należą do nich: przewlekłe procedury administracyjne, deficyty kadrowe, problemy z waloryzacją kontraktów czy niepewność geopolityczna w regionie.

Na początku nowego roku zastanówmy się więc, czy branża lepiej poradziłaby sobie z zadaniami i przeciwnościami, gdyby miała własne ministerstwo? Zapytaliśmy o to nie tylko jej przedstawicieli, ale też ekonomistów i reprezentantów organizacji zrzeszających firmy.

Budownictwem zajmuje się sześć resortów

– Polska Izba Budownictwa od wielu lat zastanawia się i nie znajduje racjonalnej odpowiedzi, dlaczego ze struktur zarządzania państwem zniknęło Ministerstwo Budownictwa – podkreśla Jerzy Klimm, prezes organizacji.

– Bardzo niepokoi nas fakt, że problematyka budownictwa jest rozproszona w aż sześciu resortach. Fakt ten generuje niemal lawinowe narastanie wielu problemów, a brak długofalowej polityki budowlanej i mieszkaniowej państwa powoduje brak spójności wielu regulacji prawnych – dodaje.

Do problemów, które przemawiają za powołaniem ministerstwa budownictwa Jerzy Klimm zalicza: rożne stawki VAT, brak promowania wysokich standardów jakościowych opartych o nowe technologie w ustawie o zamówieniach publicznych, brak zdecydowanych preferencji w budownictwie mieszkaniowym w zakresie procedur i ułatwień związanych z procesem inwestycyjnym czy brak uregulowania w odniesieniu do kształcenia dla budownictwa.

– Wspomnieć można jeszcze potrzebę wsparcia rynku wyrobów budowlanych, skutecznej promocji eksportu po handel emisjami CO2 i wiele innych szczegółowych problemów – dopowiada.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

I podkreśla, że polskie budownictwo potrzebuje trzech czynników sukcesu: dobrej koniunktury, spójnego prawa i mądrego zarządzania, bo to „swoista soczewka, która skupia wszystkie procesy ekonomiczne zachodzące w życiu gospodarczym.”

– Polska Izba Budownictwa zdecydowanie stoi na stanowisku, że ministerstwo budownictwa jest potrzebne i powinno to stać się przedmiotem prac legislacyjnych – podsumowuje szef PIB.

Branża potrzebuje gospodarza

Na rozproszenie kompetencji i brak jednego ośrodka decyzyjnego zwraca uwagę także Radosław Wojnowski, rzecznik prasowy Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa:

– Jako Polska Izba Inżynierów Budownictwa od lat konsekwentnie podkreślamy, że sektor budownictwa wymaga centralnego, spójnego i odpowiedzialnego zarządzania na poziomie rządowym. Budownictwo to jeden z fundamentów polskiej gospodarki. Odpowiada za bezpieczeństwo infrastrukturalne państwa, realizację inwestycji publicznych i prywatnych oraz jakość przestrzeni, w której żyją obywatele.

Jak podkreśla, apel o utworzenie Ministerstwa Budownictwa z 2023 roku pozostaje w pełni aktualny.

– Sprawy kluczowe dla sektora są rozdzielone pomiędzy różne resorty. Skutkiem jest niespójna legislacja, częste zmiany przepisów i brak długofalowej strategii państwa wobec budownictwa – zaznacza.

I wskazuje, że branża nie zabiega o tworzenie nowych struktur dla samej idei administracyjnej.

– Postulujemy uporządkowanie istniejących kompetencji i nadanie budownictwu rangi, na jaką realnie zasługuje. Spójna polityka budowlana to stabilne prawo, przewidywalne procesy inwestycyjne i realny dialog z ekspertami. Bez tego nie da się skutecznie rozwijać państwa – mówi.

– Budownictwo nie może pozostawać sektorem bez gospodarza. To nie jest postulat branżowy – to kwestia odpowiedzialności za przyszłość polskiej gospodarki i bezpieczeństwo obywateli – dodaje.

Podobnego zdania jest Jacek Szera, przewodniczący Komitetu Budownictwa Krajowej Izby Gospodarczej.

– W 2023 roku zarówno prezes Krajowej Izby Gospodarczej, jak i prezes Polskiej Izby Inżynierów Budownictwa wystosowali apel o utworzenie Ministerstwa Budownictwa, nie jako głos jednego środowiska, lecz jako trafną diagnozę systemowego problemu państwa. Fakt, że dziś – kilka lat później – pytanie o sens utworzenia Ministerstwa Budownictwa wciąż powraca, jest najlepszym dowodem na to, że problem nie został rozwiązany, a jedynie odłożony – zwraca uwagę.

I wymienia argumenty "na tak", które już pojawiły się w tej dyskusji:

– Budownictwo pozostaje jednym z kluczowych sektorów gospodarki: tworzy setki tysięcy miejsc pracy, ma istotny udział w PKB i decyduje o bezpieczeństwie infrastrukturalnym oraz mieszkaniowym kraju. Tymczasem sektor ten funkcjonuje w warunkach rozproszonej odpowiedzialności i braku jednego, realnie sprawczego ośrodka decyzyjnego. Z punktu widzenia gospodarki oznacza to niepewność legislacyjną, rozdrobnioną decyzyjność i spadek efektywności inwestycji – zarówno publicznych, jak i prywatnych.

Jak podkreśla, dziś pytanie nie brzmi: czy państwo może sobie pozwolić na takie ministerstwo? Ale czy może sobie pozwolić na jego brak, jako jednego z filarów polskiej gospodarki?

Konieczne jest usprawnienie tego, co już mamy

Potrzeby utworzenia Ministerstwa Budownictwa nie widzi natomiast dr hab. inż. Szymon Firląg, prof. PW, prezes Związku Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa.

– Patrząc na ostatnie lata widzimy, że Ministrowie odpowiedzialni za budownictwo zmieniali się bardzo często. Powołanie nowego ministerstwa spowodowałoby nową, nie wiadomo czy potrzebą zmianę. Wydłużyłoby również toczące się prace legislacyjne i opóźniło kluczowe decyzje – ocenia.

Jak podkreśla, dużo ważniejsze od powołania nowego ministerstwa jest usprawnienie działania obecnych struktur.

– Niestety wiele działów dotyczących budownictwa mieszkaniowego jest w gestii odpowiedzialności różnych ministrów lub nawet ministerstw. Przykładowo kwestie dotyczące tak istotnej termomodernizacji istniejących budynków są w Ministerstwie Rozwoju i Technologii, np. Fundusz Termomodernizacji i Remontów, Ministerstwie Środowiska i Klimatu, np. program Czyste Powietrze oraz Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, np. Społeczny Fundusz Klimatyczny – wylicza.

I komentuje, że "takie rozczłonkowanie utrudnia komunikację i współpracę".

– Zamiast nowego ministerstwa należy wskazać, które z ministerstw i który z ministrów będzie odpowiedzialny całościowo za budownictwo. Warto, aby kluczowe stanowiska w ministerstwach zajmowali profesjonaliści z branży, na przykład pracownicy czołowych uczelni technicznych, posiadający nie tylko wiedzę techniczną, ale i duże doświadczenie praktyczne. Należy usprawnić procesy decyzyjne i oprzeć je na jasnych oraz bezstronnych kryteriach. Wiele kluczowych dla branży regulacji ciągle nie zostało wdrożonych do krajowego prawa – twierdzi.

Własne ministerstwo branży nie pomoże

Konieczności utworzenia nowego resortu nie dostrzega również Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

– Pytanie o to, czy budownictwo powinno mieć własne ministerstwo, powraca regularnie – zwłaszcza w momentach kumulacji wyzwań inwestycyjnych i napięć na rynku. W naszej ocenie nie jest to jednak warunek niezbędny ani decydujący dla rozwoju branży – uważa.

I wskazuje, że forma organizacyjna administracji rządowej nie ma fundamentalnego znaczenia dla budownictwa jako sektora gospodarki.

– Kluczowe jest coś innego: zdolność państwa do trafnej identyfikacji problemów, prowadzenia spójnej debaty merytorycznej oraz skutecznego odpowiadania na wyzwania, takie jak przewidywalność inwestycji publicznych, stabilność regulacyjna, dostęp do finansowania, polityka kadrowa czy rozwój technologiczny – wylicza.

Jak podkreśla, budownictwo jest branżą wielosegmentową. Obejmuje infrastrukturę transportową, energetyczną i obronną, budownictwo przemysłowe, mieszkaniowe, hydrotechniczne, związane z ochroną środowiska czy gospodarką morską.

– Trudno wyobrazić sobie jeden resort, który w sposób efektywny odpowiadałby za wszystkie te obszary. Z natury rzeczy budownictwo funkcjonuje – i będzie funkcjonować – w ramach kilku polityk publicznych, ponieważ jest narzędziem realizacji polityki transportowej, energetycznej, bezpieczeństwa, klimatycznej czy obronnej państwa – mówi.

– W części tych polityk już dziś widać strategiczną rolę budownictwa dla bezpieczeństwa i samowystarczalności państwa. Skoro więc istotne segmenty rynku i tak pozostają w obszarze resortów o charakterze strategicznym, wyodrębnienie osobnego Ministerstwa Budownictwa nie prowadziłoby automatycznie do wzmocnienia ani usprawnienia funkcjonowania branży jako całości – dopowiada.

Dlatego postuluje inne podejście. Według szefa PZPB zamiast koncentrować się na strukturze administracyjnej, należy skupić się na treści polityk publicznych i ich wzajemnej spójności.

– Właśnie z tego powodu pięć organizacji rynku budowlanego – PZPB, OIGD, ZOPI, IGTL oraz RBF – opowiedziało się w 2025 roku w „Piątce dla Budownictwa” za stworzeniem na poziomie rządowym platformy, która agregowałaby wiedzę o rynku, koordynowała polityki publiczne i uwzględniała wyzwania całego sektora budownictwa – przypomina.

W jego opinii budownictwo nie potrzebuje kolejnego szyldu i nowej czerwonej tabliczki. Potrzebuje natomiast przewidywalności, dialogu, koordynacji i decyzji opartych na danych oraz realnych potrzebach gospodarki.

Nie ma uzasadnienia organizacyjnego dla "superresortu"

Zwolennikiem utworzenia nowego resortu nie jest też Adam Zajler z Biura Maklerskiego i Biuroa Analiz Rynków Kapitałowych Banku Millennium. Przyznaje, że budownictwo odpowiada za istotną część gospodarki, ale to sektor bardzo zróżnicowany.

– Obejmuje różnorodne typy inwestycji: drogowe, kolejowe, mieszkaniowe, hydrotechniczne, instalacje przemysłowe, rurociągi, linie energetyczne, a także projekty specjalne, takie jak CPK czy już niedługo energetyka jądrowa. Łączy je wykonawstwo i proces realizacji, natomiast cele, reżimy regulacyjne oraz ryzyka są odmienne. Inwestycje transportowe rządzą się zupełnie inną logiką niż na przykład energetyka jądrowa, gdzie szczególne znaczenie ma nadzór techniczny i bezpieczeństwo, obronność ma własne ścieżki zamówień i wymogi poufności, a budownictwo mieszkaniowe zależy od ładu przestrzennego i relacji z samorządami – wylicza Adam Zajler.

Jak twierdzi, konsolidacja kompetencji wyłącznie na podstawie obecności robót budowlanych może prowadzić do sporów kompetencyjnych z resortami odpowiedzialnymi za poszczególne polityki publiczne: transport, energię, obronność, środowisko. Dotyczy to także projektów finansowanych z udziałem środków UE, gdzie rozdział odpowiedzialności instytucjonalnej ma znaczenie operacyjne: system wdrażania i rozliczania opiera się na ścisłej audytowalności i zgodności z procedurami.

– Przeniesienie całości procesu do jednego podmiotu nie gwarantuje zwiększenia efektywności, a może pogłębić ryzyko opóźnień i korekt finansowych – przekonuje.

Jak ocenia, w praktyce głównym wyzwaniem, w związku z nadchodzącą kumulacją inwestycji, nie jest struktura instytucjonalna, ale skuteczna koordynacja i zarządzanie wspólnymi wąskimi gardłami, zwłaszcza tymi zależnymi od państwa: wydolnością systemu decyzji środowiskowych i pozwoleń, spójnością kontraktów, mechanizmami waloryzacji oraz rozstrzyganiem sporów.

– W obliczu planowanego impulsu inwestycyjnego, w tym wypłat z KPO oraz dodatkowych środków z polityki spójności i funduszu SAFE, zasadne jest wzmocnienie mechanizmów centralnej koordynacji i priorytetyzacji projektów inwestycyjnych na poziomie rządowym, przy jednoczesnym utrzymaniu kompetencji sektorowych oraz rozdzieleniu funkcji wdrażania i rozliczania funduszy. Tworzenie jednego superresortu o szerokim i niejednorodnym zakresie nie wydaje się znajdować uzasadnienia organizacyjnego – mówi.

Dodatkowe koszty i dublowanie kompetencji

Na to, że budownictwo jest ważną gałęzią przemysłu, ale silnie powiązaną z innymi obszarami: transportem, energią, gospodarką przestrzenną, klimatem, finansami publicznymi czy polityką rozwoju, zwraca uwagę również Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

– W praktyce oznacza to, że jego skuteczne funkcjonowanie zależy bardziej od sprawnej współpracy międzyresortowej niż od instytucjonalnego wydzielenia. Te przesłanki przesądzają o tym, że nie jest koniecznie tworzenia nowego bytu, a usprawnienie tego co istnieje w ramach istniejących resortów – tłumaczy.

Jak wylicza, podstawowe problemy firm budowlanych to: braki na rynku pracy związane z demografią, brak unormowania pracy obcokrajowców, ograniczające rozwój firm budowlanych prawo zamówień publicznych oraz bariery biurokratyczne związane z uzyskiwaniem wszelkich pozwoleń i opinii środowiskowych.

– Dlatego uważamy, że to nie odrębne ministerstwo może pomoc sektorowi budowlanemu, ale przygotowanie odpowiedniej polityki państwa wzmacniającej ten ważny sektor polskiej gospodarki – podkreśla.

Jednocześnie zwraca uwagę, że warto uwzględnić bieżący kontekst gospodarczy i trendy administracyjne.

– Obecnie dominuje raczej tendencja do konsolidacji struktur państwowych, łączenia kompetencji i ograniczania liczby resortów – zarówno z powodów efektywnościowych, jak i fiskalnych. Tworzenie nowego ministerstwa wiązałoby się z dodatkowymi kosztami, ryzykiem dublowania kompetencji oraz wydłużeniem procesów decyzyjnych, co w okresie spowolnienia gospodarczego i presji budżetowej byłoby trudne do uzasadnienia – mówi.

Łagodniejsze stanowisko w tym temacie ma Marcin Nosiński, przewodniczący Komisji Budownictwa BCC.

– Budownictwo ma strategiczne znaczenie gospodarcze i społeczne, więc idea osobnego ministerstwa jest obiektywnie uzasadniona. Jednak jej powodzenie zależy od sposobu wdrożenia, a nie od samego faktu powołania nowego resortu. Samo ministerstwo bez gruntownych reform systemowych prawdopodobnie powtórzyłoby historyczne problemy – wskazuje.

Jak ocenia, powołanie Ministerstwa Budownictwa może być uzasadnione, jeśli towarzyszy mu: jasny zakres kompetencji, uproszczenie prawa, integracja z polityką mieszkaniową i klimatyczną, realna władza koordynacyjna.

– Ale jeśli miałoby to być tylko „kolejne ministerstwo” bez reform i realnych narzędzi działania, to nie na to najmniejszego sensu – zastrzega.

W przeszłości resorty budownictwa działały krótko

W czasach III RP, nie licząc Ministerstwa Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa, które działało w latach 1987-1997, mieliśmy trzy ministerstwa z budownictwem w nazwie. Wszystkie istniały krótko. Ministerstwo Transportu i Budownictwa funkcjonowało w latach 2005-2006, potem Ministerstwo Budownictwa od 2006 do 2007 roku oraz Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w latach 2015-2018.

Według naszych rozmówców doświadczenia z przeszłości mogą być argumentem za utworzeniem resortu, jak i dowodem na to, że nie ma takiej potrzeby.

– Często słyszymy argument, że Ministerstwo Budownictwa już istniało i przetrwało krótko. Należy jasno powiedzieć: jego likwidacja nie była wynikiem oceny merytorycznej, lecz decyzji politycznych. Dzisiejsze realia są jednak zupełnie inne. Skala inwestycji, wyzwania związane z mieszkalnictwem, transformacją energetyczną i bezpieczeństwem infrastruktury wymagają stabilnego zaplecza instytucjonalnego – mówi Radosław Wojnowski.

Natomiast według Jacka Szery, krótka historia resortu z 2006 roku nie powinna być argumentem przeciwko, ale przestrogą.

– To nie brak sensu merytorycznego przesądził o jego losie, lecz brak długofalowej, dalekowzrocznej decyzji, że budownictwo jest sektorem strategicznym – podkreśla przedstawiciel KIG.

Z kolei Marek Kowalski jest zdania, że doświadczenia historyczne studzą entuzjazm.

– Ministerstwo Budownictwa funkcjonowało w Polsce ostatnio w 2006 r. i przetrwało zaledwie rok, co sugeruje, że problemem nie był brak instytucji, lecz raczej brak spójnej wizji i stabilnych ram działania. Samo powołanie resortu nie gwarantuje poprawy efektywności sektora ani jakości regulacji – podsumowuje przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Polecane oferty
* Najniższa cena z ostatnich 30 dniMateriały promocyjne partnera
Wróć na e-budownictwo.pl E-budownictwo