https://e-budownictwo.pl
reklama

Dach wygląda świetnie… a potem gnije. Najczęstszy błąd jest niewidoczny

Grzegorz Gajda
Kto odpowiada za błędy w montażu, czyli rozmyta odpowiedzialność. Będzie coraz więcej procesów sądowych
Kto odpowiada za błędy w montażu, czyli rozmyta odpowiedzialność. Będzie coraz więcej procesów sądowych fot. 123rf.com
Wiedza wykonawcza, doświadczenie projektowe oraz jakość dokumentacji technicznej nie nadążają za tempem rozwoju rynku. W efekcie inwestorzy otrzymują produkt atrakcyjny wizualnie, ale często pozbawiony rzetelnego zaplecza technicznego w postaci poprawnych i jednoznacznych instrukcji montażu. Kto odpowiada za błędy w montażu? Zdaniem inż. Dariusza Nowickiego, biegłego sądowego i orzecznika, odpowiedzialność w procesie budowlanym jest rozmyta.

Spis treści

Młody materiał, ale problemy stare

Pokrycia dachowe z blachy, w szczególności blachodachówki oraz panele na rąbek stojący (tzw. klik), są dziś jednym z najczęściej wybieranych rozwiązań w budownictwie jednorodzinnym i wielorodzinnym. Decydują o tym względy estetyczne, cena, szybkość montażu oraz marketing. W porównaniu z dachówką ceramiczną czy betonową są to materiały relatywnie młode. Ich masowe stosowanie w Polsce przypada dopiero na lata 90. XX wieku. Ta „młodość technologiczna” ma swoją cenę. Wiedza wykonawcza, doświadczenie projektowe oraz jakość dokumentacji technicznej nie nadążają za tempem rozwoju rynku.

W efekcie inwestorzy otrzymują produkt atrakcyjny wizualnie, ale często pozbawiony rzetelnego zaplecza technicznego w postaci poprawnych i jednoznacznych instrukcji montażu. A to właśnie instrukcja – nie reklama – staje się później podstawą gwarancji, odpowiedzialności i sporów prawnych.

Kto odpowiada za dach? Odpowiedzialność jest rozmyta

Montaż dachu opiera się na jasno określonych formalnościach. Producent odpowiada za wyrób i jego instrukcję montażu. Projektant odpowiada za rozwiązania techniczne ujęte w dokumentacji. Kierownik budowy i nadzór inwestorski odpowiadają za kontrolę zgodności wykonania z projektem. Wykonawca, dekarz, odpowiada za fizyczne wykonanie robót.

– W teorii odpowiedzialność za dach jest jasno podzielona: producent odpowiada za instrukcję, projektant za rozwiązania techniczne, a wykonawca za montaż. W praktyce jednak odpowiedzialność ta kończy się zawsze na dekarzu. To on stoi na rusztowaniu, to jego nazwisko pojawia się w protokole odbioru i to jemu zarzuca się błąd, nawet wtedy, gdy działał dokładnie według instrukcji producenta, która sama w sobie była wadliwa – tłumaczy inż. Dariusz Nowicki, biegły sądowy.

W praktyce jednak odpowiedzialność ta ulega znacznemu rozmyciu. Projektanci często przepisują rozwiązania „systemowe” producentów bez ich weryfikacji. Nadzór inwestorski ogranicza się do kontroli wizualnej. Inwestor opiera swoją wiedzę na internecie i instrukcji. W efekcie to dekarz, ostatnie ogniwo procesu, zostaje zderzony z błędami systemowymi, których sam nie jest w stanie naprawić bez narażenia się na zarzut „niezgodności z instrukcją”.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

– Instrukcja montażu nie jest dodatkiem marketingowym ani materiałem poglądowym. Jest dokumentem technicznym i prawnym. Jeżeli instrukcja jest nieprecyzyjna, sprzeczna z normami lub pomija kluczowe elementy, takie jak wentylacja, to producent de facto przenosi ryzyko systemowe na wykonawcę i inwestora. A to jest sytuacja nie do zaakceptowania w dojrzałym rynku budowlanym – podkreśla inż. Dariusz Nowicki.

Paradoks polega na tym, że wykonawca, który ma wiedzę techniczną i chce wykonać dach poprawnie, często przegrywa z dokumentem producenta, nawet jeśli dokument ten jest sprzeczny z zasadami fizyki budowli.

Wentylacja dachu jest najważniejsza, choć jej nie widać

Wentylacja połaci dachowej jest jednym z kluczowych elementów decydujących o trwałości dachu. Jej zadaniem jest odprowadzenie pary wodnej pochodzącej z wnętrza budynku oraz wilgoci kondensującej się pod pokryciem. System wentylacyjny musi być ciągły, drożny i skuteczny.

– Można mieć najlepszą blachę, najdroższą powłokę i pięćdziesięcioletnią gwarancję, ale jeżeli dach nie ma prawidłowej wentylacji, to cały system jest skazany na degradację. Wentylacja nie jest dodatkiem – jest warunkiem istnienia dachu. Bez niej wilgoć nie znika, tylko zmienia miejsce i formę, a to zawsze kończy się problemami – przestrzega Dariusz Nowicki.

Zgodnie z normami, do których producenci często się odwołują, ale rzadko je poprawnie interpretują:

  • powierzchnia wlotu powietrza w okapie powinna wynosić minimum 2,2% powierzchni wentylowanej połaci,

  • jednocześnie nie może być mniejsza niż 200 cm² na każdy metr bieżący okapu,

  • szczelina wentylacyjna musi przebiegać od okapu aż do kalenicy,

  • powietrze musi mieć zapewniony realny wylot w kalenicy.

– Bardzo często widzę w instrukcjach narysowane wloty i wyloty powietrza, które w rzeczywistości nie mają prawa działać. Na papierze wszystko się zgadza, ale w praktyce pierwszy arkusz blachy zamyka wlot, a kalenica nie ma żadnej szczeliny. To nie jest wentylacja – to jest iluzja wentylacji – dodaje.

W instrukcjach montażu pokryć blaszanych bardzo często brakuje jednego lub kilku z powyższych elementów. Wlot powietrza bywa narysowany symbolicznie lub wcale. Kanał wentylacyjny jest przerywany. Wylot w kalenicy bywa „zamknięty” przez schemat, który nie przewiduje szczeliny. Instrukcja formalnie istnieje, ale system wentylacji w praktyce nie działa.

Braku wentylacji to powolna degradacja

Brak skutecznej wentylacji nie powoduje natychmiastowej awarii. To proces długotrwały, podstępny i trudny do wykrycia. Wilgoć kondensująca się pod pokryciem zaczyna gromadzić się w strefie okapu. W okresie zimowym dochodzi do zamarzania wody i śniegu, co prowadzi do powstawania warstw lodu o grubości nawet kilkudziesięciu centymetrów.

– Jeżeli w okapie nie ma realnego wlotu powietrza, to cały dach przestaje pracować. Woda zaczyna się kondensować, zimą zamarza, a w skrajnych przypadkach tworzy się kilkudziesięciocentymetrowa warstwa lodu. Żadna membrana dachowa nie jest zaprojektowana do magazynowania wody. To nie jest jej funkcja i nie wolno tego bagatelizować – ostrzega Dariusz Nowicki.

Membrany dachowe nie są przeznaczone do magazynowania wody. Ich zadaniem jest czasowe odprowadzenie wilgoci. W warunkach stałego zawilgocenia tracą swoje właściwości. Elementy drewniane więźby zaczynają gnić. Proces ten przez długi czas pozostaje niewidoczny – z zewnątrz dach wygląda poprawnie, od spodu zasłania go podbitka lub wykończenie wnętrza.

– Najgorsze w tych błędach jest to, że ich nie widać. Z zewnątrz dach wygląda dobrze, od dołu mamy podbitkę albo wykończone poddasze. Proces gnicia więźby trwa latami i wychodzi na jaw dopiero wtedy, gdy skala zniszczeń jest już bardzo poważna. Wtedy zaczynają się pytania: kto zawinił i kto za to zapłaci. Objawy pojawiają się dopiero po latach, gdy skala zniszczeń jest już bardzo duża: zapadnięcia konstrukcji, grzyby w pomieszczeniach, przecieki. Wtedy jednak producent pokrycia wskazuje na „błąd wykonawczy”, mimo że wykonawca działał zgodnie z instrukcją.

Zdrowy rozsądek nie może przegrywać z papierem

Jednym z najbardziej rażących problemów instrukcji montażu jest stosowanie nieprecyzyjnej lub błędnej terminologii. Pojęcia „folia dachowa” i „membrana paroprzepuszczalna” bywają używane zamiennie, mimo że dotyczą zupełnie różnych produktów.

– Jednym z największych grzechów instrukcji montażu jest mieszanie pojęć. Folia dachowa to nie jest membrana paroprzepuszczalna. To są zupełnie różne produkty, o zupełnie innych parametrach i zasadach stosowania. Jeżeli instrukcja myli te pojęcia, to wprowadza inwestora i wykonawcę w błąd, a skutki tego błędu są czysto techniczne, a nie teoretyczne – wyjaśnia inżynier Nowicki.

Membrany wysokoparoprzepuszczalne, o niskiej wartości SD, mogą stykać się bezpośrednio z izolacją termiczną. Folie dachowe – nie. W ich przypadku konieczna jest szczelina wentylacyjna.

Gdy instrukcja myli te pojęcia, inwestor i wykonawca stają po przeciwnych stronach. Dekarz wie, że izolacja powinna dotykać membrany. Inwestor pokazuje instrukcję, w której zapisano coś innego. Konflikt staje się nieunikniony, a odpowiedzialność – niejasna.

– Wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, w której dekarz tłumaczy inwestorowi, że coś należy wykonać inaczej niż w instrukcji, bo inaczej dach nie będzie działał. Inwestor wyciąga instrukcję i mówi: ‘Tu jest napisane inaczej’. I zaczyna się konflikt. W takim sporze zdrowy rozsądek bardzo często przegrywa z dokumentem – dodaje.

Dach to skomplikowany system, nie „ładna karoseria”

Pokrycie dachowe bardzo często traktowane jest jak element dekoracyjny – ma dobrze wyglądać z zewnątrz. Tymczasem dach jest złożonym systemem technicznym, w którym każdy element wpływa na pozostałe.

– Dach to nie jest karoseria samochodu, która ma tylko dobrze wyglądać. Dach jest systemem technicznym, w którym każdy element – od wlotu powietrza w okapie po wylot w kalenicy – musi ze sobą współpracować. Jeżeli którykolwiek element nie działa, cały system traci sens – tłumaczy biegły.

Sytuację pogarsza montaż dodatkowych instalacji, takich jak fotowoltaika czy komunikacja dachowa. Brak jednoznacznych wytycznych producentów sprawia, że dachy są przewiercane, obciążane i deformowane przez firmy instalacyjne, które nie ponoszą odpowiedzialności za całość systemu.

– Fotowoltaika stała się tak modna, że często zapomina się, iż jest montowana na dachu, który ktoś wcześniej zaprojektował i wykonał jako całość. Brak wytycznych producentów powoduje, że dachy są przewiercane, przeciążane i deformowane, a odpowiedzialność za skutki tych działań pozostaje niejasna.

Efektem są dachy, które formalnie „spełniają warunki gwarancji”, ale w praktyce przestają pełnić swoją funkcję ochronną.

Będzie przybywać sporów sądowych

Instrukcja montażu jest dokumentem prawnym. To na jej podstawie producent udziela gwarancji, a sądy rozstrzygają spory. Problem pojawia się w momencie, gdy instrukcja jest nieprecyzyjna, sprzeczna z normami lub nie uwzględnia rzeczywistych warunków eksploatacji.

– Normy istnieją po to, aby porządkować rzeczywistość techniczną, a nie po to, aby się na nie powoływać wybiórczo. Jeżeli producent cytuje normę, to powinien ją stosować w całości, a nie tylko w tym fragmencie, który pasuje do marketingowego przekazu.

– Jestem przekonany, że w budownictwie będziemy obserwować wzrost liczby sporów sądowych. Podstawą tych sporów będą instrukcje montażu. Jeżeli instrukcja jest wadliwa, to prędzej czy później ktoś to zakwestionuje. Pytanie nie brzmi czy, tylko kiedy – przewiduje inżynier Nowicki.

Największym błędem obecnego podejścia do dachów jest odwrócenie logiki. To nie dach ma służyć pokryciu – to pokrycie ma służyć dachowi. Trwałość budynku nie zależy od długości gwarancji na blachę, lecz od poprawności całego systemu: wentylacji, warstw, detali i wykonania.

Bez rzetelnych, jednoznacznych i zgodnych z normami instrukcji montażu nawet najlepszy materiał staje się źródłem problemów technicznych, prawnych i finansowych.

– Trzeba jasno powiedzieć: dach nie istnieje dla pokrycia. To pokrycie istnieje dla dachu. Jeżeli ta logika zostanie odwrócona, to nawet najlepszy materiał stanie się źródłem problemów, a nie rozwiązaniem – podsumowuje.


Tekst powstał na podstawie prelekcji "Skutki wadliwych instrukcji układania pokryć blaszanych" wygłoszonej podczas targów Dach Forum 2026.

Inż. Dariusz Nowicki Mistrz Dekarski, Członek komisji egzaminacyjnej przy Izbie Rzemieślniczej w Opolu. Jest biegłym sądowym, orzecznikiem technicznym Polskiej Federacji Dekarzy Blacharzy i Cieśli.

Polecane oferty
* Najniższa cena z ostatnich 30 dniMateriały promocyjne partnera
Wróć na e-budownictwo.pl E-budownictwo